1
Shares
Pinterest Google+

Zaczyna się Giro d’Italia – najlepszy sportowo wyścig spośród Wielkich Tourów. W tym roku z bardzo specyficznie ułożoną trasą, gdzie trudności będą rosły stopniowo aż do ostatnich etapów. Wyraźnie premiowani będą zatem kolarze, którzy szczyt formy osiągną właśnie w trzecim tygodniu.

Czwórka Polaków powinna dać nam wystarczająco dużo satysfakcji z występu „naszych”. Rafał Majka celuje w podium i są to plany bardzo realne. Wygląda on w tej chwili na jednego z tych, którzy nie są jeszcze w topowej formie, więc zakładając jej wzrost wraz z przejeżdżanymi kilometrami i największy potencjał za dwa tygodnie – na najtrudniejszych etapach będzie silny. I podobnie jak na zeszłorocznej Vuelcie – wtedy „zadecyduje” o ostatecznej pozycji w generalce. Straty poniesione w trakcie (forma, pech, czasówki) określą co można wywalczyć w tej kluczowej fazie.

Powtórzyć swój życiowy wynik może także Przemek Niemiec, pod warunkiem, że również ma jeszcze odrobinę rezerwy oraz że nie zostanie poświęcony na potrzeby Ulissiego zanim zarysuje się realna szansa na pierwszą dziesiątkę. Niewielka liczba dni wyścigowych w tym roku może dawać pewne nadzieje, że Turcja to nie było wszystko, na co jeszcze stać Niemca.

Pawła Poljańskiego i Łukasza Wiśniowskiego zobaczymy zapewne głównie „w robocie”, w całości poświęcających swój wysiłek liderom. Jedynie wyjątkowy układ z obecnością w „tej” ucieczce może dać im szansę na zawalczenie o własne nazwisko. Bez wątpienia nie będą to jednak ich podstawowe zadania.

Kto wygra? Na papierze zwycięzca jest pośród tych nazwisk: Nibali, Landa, Majka, Valverde i pewnie Uran, a swoje role wobec generalki odegrają zapewne także Tom Dumoulin, Zakarin czy do pewnego stopnia Chaves, Kruiswijk, Pozzovivo, Fuglsang czy Geniez.

GCN jak zwykle w formie:

 

Sprawdzać się w trzytygodniówce i klasyfikacji generalnej mogą Brambilla i Jungels z Etixx, świetny w wyścigach tygodniowych Wellens, młody Formolo, nierówny Ulissi, coś jeszcze pokazać będzie próbował Peraud. Trudno określić czego można się spodziewać po Carlosie Betancur, Roglicu, Igorze Antonie. Jednak żaden z nich nie jest chyba ze względu na predyspozycje, obecny etap rozwoju, słaby zespół czy po prostu brak odpowiedniej formy, przygotowany do realnej walki o konkret w postaci Top5. Jeśli nie pomoże im ich szczęśliwa gwiazda lub pech rywali, po trzech tygodniach mogą mieć miłe wspomnienia, ale wrócą bez trofeów.

A tak będzie:

foto: www.tinkoffteam.com

 

Previous post

Niewiadoma pilnuje swego

Next post

Ciccone, czyli diabeł z pudełka

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.